Najłatwiej w takiej sytuacji ochać i achać. Ale siłą rzeczy nie da się najzwyczajniej udawać, że się wspaniałej gry Janowicza w Paryżu nie widzi. Skoro gość w ciągu kilku dni pokonuje czterech typów z czołowej dwudziestki rankingu ATP, w tym gracza będącego aktualnie w najwyższej formie na świecie, to mu się te parę słów należy.

Dzisiaj doprowadził do łez (w ścisłym tego słowa znaczeniu) Tipsarevica. Zrobił to w stylu podobnym do tego, w jakim wczoraj rozprawił się z Murrayem. Co więcej. Potrafił w trakcie meczu przeczytać przeciwnika. Będąc wyraźnie słabszym w pierwszym secie, pod koniec spotkania panował na korcie NIE-PO-DZIEL-NIE. I to, co napisałem w tytule. Łączy w sobie siłę mocarza i przenikliwą sportową inteligencję.

Jak go nie zmogą jakieś, tfu tfu, urazy i nie uderzy do głowy sodówka, to jesteśmy na dobrej drodze mieć w końcu w męskim tenisie zawodnika światowej klasy. A to, przyznajmy szczerze, tak naprawdę nigdy nie miało miejsca. Bo Wojciech Fibak dobrze kombinował, ale siły mu zawsze brakowało. A żeby być w ścisłej czołówce męskiego tenisa to jest ona niezbędna.

Janowicz nie tylko świetnie myśli. Jest doskonale przygotowany fizycznie. I dlatego ma realne szanse na zrobienie fantastycznej kariery.

 

BTW. Mogliby już z tego Tomaszewskiego zrezygnować bo, przy całym szacunku dla jego wieku i dokonań, nie da się go już słuchać. No nie da. Wytrzymałem jego komentarz w finale Wimbledonu, ale dzisiaj po pierwszym secie musiałem wyłączyć głos. Jak każdy mam określoną wytrzymałość.